Michał kocha swego ojca… gdy go ten, wypuszcza z kojca ;)

Właśnie wróciłem sobie z wianków i w sumie bardzo pozytywnie imho. Co prawda ten pokaz fajerwerków można o kant dupy rozbić (tak strasznie krótki był) no ale jednakowoż całkiem fajnie jednak. Ilość % we krwi nie pozwala mi stwierdzić czy był faktycznie Enrico Morcicone czy nie (wydaje mi się, że tak) ale tak pozytywnej imprezy już dawno nie było.
Nagłośnienie w tym roku fatalne, de facto nagłośniona była scena z okolicami a na przykład nikt nie pomyślał o ludziach siedzących za mostem Dębnickim... no ale cóż. Za to pokaz sztucznych ogni był całkiem całkiem, imho całkiem krótki i najmniej widowiskowy z zeszłych lat. No ale może się czepiam.
Ilość ludzi prze ogromna, fajnie w sumie, że Kraków ma taką imprezę. I chociaż prawdziwe wianki są 24 Czerwca to bardzo fajnie było dzisiaj. W końcu to impreza szczególna.
A kto nie był - niech żałuje...
ps: idę spać, żeby odespać


Czerwiec 27th, 2008 - 09:50
Ta, pokaz sztucznych ogni na wiankach jest z roku na rok coraz krótszy ;f