Opowiadania o Leninie
Michaił Zoszczenko
OPOWIEŚĆ O TYM JAK LENIN SIĘ UCZYŁ
Lenin uczył się bardzo dobrze, a nawet świetnie. Ukończył gimnazjum ze złotym medalem.
Zapewne uczyłby się również bardzo dobrze w szkoła wyższej. Niestety, władze usunęły go z uniwersytetu za to, że był rewolucjonistą. A tego rząd nie mógł znieść. Car nie pozwalał rewolucjonistom na naukę w szkole wyższej.
Więc Leninowi nie pozwolono kształcić się na uniwersytecie.
Ktoś inny na jego miejscu pozostałby bez wyższego wykształcenia. Ale Lenin postanowił zrobić inaczej.
Powiedział do swojej matki tak:
- Muszę ukończyć wyższe studia.
Czas mijał. Minęły już dwa lata od usunięcia Lenina z uniwersytetu. Wreszcie Lenin napisał podanie do ministra oświaty. Prosił, by pozwolono mu przystąpić do egzaminów końcowych z wszystkich przedmiotów.
Zdumiony minister pomyślał sobie:„W jaki sposób on zda wszystkie egzaminy od razu? Przecież nie chodził do żadnej uczelni. Dobrze. Udzielę mu pozwolenia, ale wątpię, żeby mu się to udało”.
Kiedy nadeszło pozwolenie ministra, Lenin wziął się ostro do nauki.
Całe dni spędzał z książką w ręku, czytał, pisał, uczył się języków obcych, tłumaczył i tak dalej.
W lecie poszukał w ogrodzie cichego zakątka w alei zarośniętej gęsto lipami. Wkopał w ziemię stół i ławkę. Rankiem przychodził tu i uczył się samotnie aż do obiadu.
Po odpoczynku kąpał się w rzece, powracał do swego stołu w ogrodzie i znów uczył się trzy lub cztery godziny. A wieczorem, po drugim spacerze i kąpieli, znów widziano go pochylonego nad książkami.
Cała rodzina była zdumiona tym, że Lenin może się tak dużo uczyć. Lękano się nawet o jego zdrowie. Ale Lenin powiedział swoim najbliższym:
- Człowiek, który umie prawidłowo odpoczywać, potrafi dużo uczyć się i pracować.
Rzeczywiście, Lenin prawidłowo odpoczywał. Godzinę uczył się, potem uprawiał gimnastykę. Później znów pisał godzinę lub dwie, a następnie biegł nad rzekę i pływał.
Po odpoczynku lub spacerze w lesie wracał do książek i uczył się znowu.
W swoim letnim gabinecie, w pobliżu stolika, ustawił drążek do ćwiczeń gimnastycznych. I od czasu do czasu ćwiczył na drążku.
W ładną pogodę kąpał się w rzece kilka razy dziennie. Pływał doskonale. Tak znakomicie, że wszyscy byli zdumieni.
Jeden ze znajomych Lenina, wspominając przeszłość, opowiadał o groźnym jeziorze w Szwajcarii, w którym utonęło wiele ludzi. Jezioro to było bardzo głębokie, znane z zimnych prądów, wirów. Ale Lenin śmiało pływał w nim.
Ów znajomy powiedział kiedyś Leninowi, że musi być ostrożniej szy, bo w tym jeziorze toną ludzie.
- Toną, mówi pan? - rzekł Lenin.- Nie ma obawy, ja nie utonę.
I popłynął tak daleko, że prawie nie było go widać z brzegu.
Właśnie dzięki pływaniu i gimnastyce, dzięki prawidłowemu wypoczynkowi, Lenin potrafił uczyć się wytrwale i opanował cały program nauki szkoły wyższej.
Uczył się w ten sposób prawie dwa lata. A w ciągu tego czasu przerobił cały kurs uniwersytecki, czyli to, czego inni uczą się cztery lata.
Zdał wszystkie egzaminy i uzyskał dyplom z odznaczeniem.
A profesorowie tak mu powiedzieli:
- Niezwykła rzecz. Przecież pan nie uczył się na uniwersytecie i nie słuchał naszych wykładów. Więc jak pan mógł przygotować się tak dobrze do egzaminów? Chyba panu ktoś pomagał.
Lenin odrzekł na to:
- Nie, uczyłem się sam.
Wówczas profesorowie zdziwili się jeszcze bardziej. A minister aż rozłożył ręce ze zdumienia.
Bo profesorowie i minister nie wiedzieli o tym, że Lenin był nie tylko bardzo mądry i bardzo zdolny, lecz również bardzo pracowity. A tę umiejętność pracy zawdzięczał ćwiczeniom gimnastycznym i dobrze zorganizowanemu odpoczynkowi.
Oto dlaczego Lenin uzyskał dyplom uniwersytecki z doskonałym wynikiem.
Richard Henry Francis Czarnecki
Rajd Kaczyńskiego
Dzisiaj wyborczy rajd z prezesem Jarosławem Kaczyńskim po Ziemi Włocławskiej (Włocławek - Koneck - Lipno - Lubraniec). W niektórych miejscowościach, w których byliśmy, nigdy w historii nie gościł aktualny lub były polski premier.
Dobra atmosfera, ale też sporo ludzkiego bólu, który ujawnia się, gdy pojawia się ktokolwiek "z władzy", ktoś z Warszawy, ktoś kto chce słuchać tych, których nikt inny słuchać nie chce.
Tłumy na spotkaniach, identycznie jak kilka tygodni temu w Kruszwicy. Niektórzy przyszli chyba specjalnie po to, żeby zobaczyć czy na pewno Kaczyński przyjechał, jak zapowiadały plakaty. Widziałem ludzkie nadzieje i ludzką wiarę, że Prawo i Sprawiedliwość zmieni Polskę, że prezes PiS rozwiąże problemy - gospodarcze, społeczne, ludzkie - z którymi PO nie dała sobie rady. A nie dała sobie rady, bo być może nie chciała, bo traktuje Polskę "B" jako swoisty skansen.
Prezes PiS wezwał, aby 7 czerwca pokazać rządowi żółtą kartkę. Coś mi się zdaje, że to bardzo realny apel.
Michał Karnowski - redaktor Dziennika
Stewardessa podaje ciepły posiłek. Ale Jarosław Kaczyński nie zdąży już go zjeść, zdąży połknąć tylko kilka kęsów. Za chwilę samolot podchodzi do lądowania. Jest 18.40. Dla premiera to mniej więcej środek dnia, który zakończy się dwie – trzy godziny po północy. Czeka go jeszcze lektura wieczornych raportów dziennych, kilka spotkań i potwierdzenie harmonogramu na jutro.
I chyba w akcie wdzięczności za ciepłe przyjęcie, chwilę później na konferencji prasowej zorganizowanej w jednej z wojnickich fabryk wśród pachnących farbą, dopiero co wyprodukowanych maszyn drukarskich, wygłosił, po raz pierwszy tak szczerze, swoje credo: Postawiliśmy na zwykłą Polskę.
Bo kiedy Jarosław Kaczyński stoi przed wąską grupą, doskonale wie, co powiedzieć. Biznesmenom z Wojnicza dał krótki i treściwy wykład na temat sposobów zdobywania unijnych pieniędzy i konieczności rozważenia wydzielenia Warszawy z województwa mazowieckiego – by to ostatnie spadło w rankingu zamożności i dzięki temu było w stanie konkurować o unijne środki. Prezesowi Instytutu Pamięci Narodowej w Bochni, gdzie pojechał po zakończeniu spotkania w Wojniczu, treściwą definicję własnego stosunku do lustracji. Plus napomnienie, by IPN realizował ją “odpowiedzialnie”. ” I tak właśnie pracujemy” – odpowiedział Kurtyka.
Resztę można poczytać tutaj.

