Anduk blog Żarty się skończyły!


24mar/090

Czarnobyl głupoty

Niewątpliwą siłą internetu jest głupota. Niby żadna to nowość ale w wydaniu maksymalnym jest ona porażająca.

Obejrzałem po raz kolejny niesamowicie interesujący dokument zrealizowany przez BBC - w 1996 roku udało im się dostać zgodę na filmowanie wyprawy ukraińskich naukowców, którzy zaplanowali zbadanie aktualnego stanu sarkofagu i tego co po reaktorze zostało. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że postanowili oni zbadać od środka tzn. wejść do bloku 4 reaktora i do miejsca gdzie znajdował się reaktor.

Całość ekspedycji oraz wywiadów z uczestnikami została nagrana skutkiem czego powstał dokument "Inside Chernobyls Sarcophagus" czyli tłumacząc na nasze "W środku Czarnobylskiego sarkofagu".

Taka ekspedycja, choć konieczna nie przeszła bez wpływu na ich zdrowie. O ile dawki promieniowania, które przyjęli nie były skrajnie niebezpieczne, to kilkoro spośród z nich zmarło w niedługim okresie po wyprawie na ataki serca oraz wylewy. Szef ekspedycji, podsumował, że bardziej od promieniowania, negatywny wpływ na ich zdrowie miał olbrzymi stres i strach, który im towarzyszył.

Bohaterami się nie czują, wychodzili z założenia, że ktoś to musiał zbadać - "job is job".

A gdzie ta głupota o której jest w tytule notki? Otóż na youtube jest kawałek tego reportażu. Poraziły mnie kretyńskie komentarze, choć rozumiem, że oglądając kilkuminutowy fragment można nie zrozumieć kontekstu.

th3b00 - kto był na tyle mądry żeby tam wejść? O_o'

piotrpila1 - coza wielka sciema.... brawo dla autora gdyby naprawde krecil to tam na miejscu w sarkofagu to po paru chwilach bylby zielony...

321DeBerk321 - Nie wydaje mi się że by to był Czarnobyl... Cywilom nie wolno wchodzić nawet do elektrowni a tym bardziej do reaktora... Sarkofag jest zamurowany nie ma do niego wejścia. Zaczyna pękać, ale zajmują się tym pracownicy elektorwni.

maniekDiablo - oni nie są w reaktorze tylko tunelu wybudowanym pod nim przez górników, do samego reaktora nie ma wejścia ze względu na zabójcze promieniowanie, a filmowanie kamerą nie byłoby możliwe, promieniowanie potrafi uszkodzić kamerę filmową :]

radomiaKonrad - ja jak bym mial mozliwosc tez bym tam wszedł
CHCIAŁ BYM TO WSZTSTKO ZOBACZYC NA ZYWO

I końcowa uwaga anduka - zanim skomentujecie coś w internecie, zastanówcie się dwa razy czy się nie ośmieszacie :) Nie róbmy z internetu wysypiska śmieci połączonego z szambem.

11mar/090

Jak spłacić kredyt – fajny tekst :)

Na wykopie znalazłem link do fajnego tekstu:

Jest sierpień, miasteczko na Lazurowym Wybrzeżu, sezon w pełni - ale
leje,więc puchy.
Wszyscy pozadłużani. Na szczęście do jednego hoteliku przyjeżdża
bogaty Rosjanin. Prosi o pokój. Rzuca na stół 100 $ i idzie go obejrzeć.
Hotelarz chwyta banknot - i natychmiast leci uregulować należność u
dostawcy mięsa, któremu zalega. Ten łapie banknot - i leci zapłacić nim
hodowcy świń,któremu zalega za towar. Ten łapie te 100 $ - i leci
zapłacić dostawcy paszy. Ten z ulgą bierze pieniądze i z tryumfem wręcza
je prostytutce, z której usług korzystał (kryzys!) na kredyt. Ta łapie
pieniądz - i leci
spłacić dług w hoteliku, z którego też korzystała na kredyt..... i w
tym momencie Ruski schodzi z góry, oświadcza, że pokoj mu się nie podoba
- więc bierze swoje 100$ i wyjeżdża.
Zarobku nie ma, ale całe miasteczko jest
oddłużone i z optymizmem patrzy w przyszłość!!!!!!

Tutaj źródło.

Przypomina mi się od razu przypowieść pana Mikke o ogrodniku, który kosi trawę u nauczycielki angielskiego, która to w zamian uczy go tego języka. Po czasie zgłasza się urzędnik i wyciąga łapę po 100 zł nauczycielki, tytułem podatku :D

ps: Smartcopy - kopiarki Kraków ! :>

Tagged as: kredyt Brak komentarzy
6mar/091

Warner Music Group i YouTube czyli piłując własną gałąź

Od pewnego czasu zarówno przy tych bardziej newralgicznych filmach jak i tych zupełnie amatorskich ale wykorzystujących ścieżkę dźwiękową artystów zrzeszonych w WMG wyświetla się informacja:

Firma WMG nie wyraziła zgody na wykorzystanie ścieżki dźwiękowej użytej w tym filmie. Ścieżka dźwiękowa została zablokowana. Więcej informacji o prawach autorskich

Taka informacja jest wynikiem zerwania negocjacji pomiędzy WMG i YouTube (cytując za angielską wikipedią):

WMG formerly had an arrangement with YouTube for royalties to be paid according to the number of views that WMG artists recieved. However as of December 2008, negotiations between the two companies broke down, and as a result, clips on YouTube featuring WMG artists have had their audio removed and feature an explanatory message. The response from users on affected videos has been overwhelmingly negative towards WMG.

Zastanawiam się czy artyści i WMG mają trochę oleju w głowie i zmysłu marketingowego. Przecież zamiast próby ściągania haraczu (którego i tak bezpośrednio ściągnąć się nie da) można wprowadzić obowiązek umieszczania na początku filmu informacji, że prawa do ścieżki dźwiękowej posiada WMG, link do ich strony, lub strony artysty, który jest zrzeszony. Można by filmy wykorzystującą muzykę oznaczyć lub promować osobno, bez potrzeby usuwania ścieżek z filmów.

Obecna sytuacja prowadzi do takich absurdów jak to video:

Teledysk SEAN PAUL & RIHANNA osiągnęło wynik ponad 24 miliony wyświetleń, po czym znalazło się na celowniku WMG. Autor musiał usunąć oryginalną ścieżkę, wsadzając swoją do teledysku, nie objętą patentem.

Fakty są takie, że:

- video pokazuje się jako pierwsze gdyż ma ogromną liczbę odsłon
- video z artystą jest promowane pod inną ścieżką dźwiękową, żeby nie zostało skasowane
- użytkownicy są wkurzeni, gdyż nie mogą posłuchać tego video, wieszają psy na WMG

Ograniczenie liczby filmów artysty na youtube nie przyczyni się do wzrostu sprzedaży orgyginalnych płyt.
I bardzo dobrze - youtube powinno być wolne. W nim drzemie olbrzymi potencjał - szkoda, że WMG nie potrafi tego zrozumieć.

Literatura podmiotu:
Profesor Wallis - uznanie społeczności p2p

3mar/090

Kolejny argument za wycofaniem religii ze szkoły

Katecheci donoszą parafiom, kto nie chodzi na religię

Informujcie parafie, kto nie chodzi na religię - tak brzmi wewnętrzna instrukcja gdańskiej kurii, o której dowiedziało się TOK FM. Księża w jednym z gdańskich liceów spisali więc z dzienników adresy uczniów i rozesłali informacje do odpowiednich parafii. Ksiądz z niewielkiej wsi na Mierzei Wiślanej dopełnił reszty.

"Ksiądz ogłosił z ambony..."

- Ogłosił z ambony kto nie chodzi na religię. W małych społecznościach to wystarcza, by zrobiło się nieprzyjemnie - opowiada nauczyciel etyki z VI LO w Gdańsku Marcin Zieliński. - Przy okazji wszystkich tego typu sytuacji jest mowa o walce z Kościołem, o złym nastawieniu do lekcji religii czy do religii w ogóle. Tu nie o to chodzi. Zdaniem wielu osób zostało złamane prawo. Trzeba to wyjaśnić - mówi Zieliński.

Sprawą natychmiast zajęła się rada rodziców przy VI LO w Gdańsku. - Wyraziła swój "zdecydowany sprzeciw i oburzenie w związku z przekazywaniem przez księży informacji do parafii" - mówi dyrektor szkoły Tomasz Zbierski. Dodaje także, by nie winić katechety. - Informowanie parafii o fakcie nieuczęszczania na lekcje religii jest realizacją jakiejś wewnętrznej instrukcji gdańskiej kurii metropolitalnej - mówi Zbierski. Twierdzi, że widział taką instrukcję. Kuria chciała być informowana przez katechetów o uczniach, którzy zapisali się na religię, ale na nią nie chodzą.

Kiedy dyrektor liceum dowiedział się o tym, polecił nauczycielom pozaklejać w dzienniku dane osobowe uczniów.

Zdaniem władz szkoły doszło do naruszenia ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania oraz ustawy o ochronie danych osobowych. Pismo od rady rodziców trafiło do Wydziału Katechetycznego Archidiecezji Gdańskiej i do Pomorskiego Kuratorium Oświaty. - Czekamy na informacje z kurii. Na razie tylko tyle mogę o sprawie powiedzieć - mówi pomorski kurator oświaty Zdzisław Szudrowicz.

Episkopat odmawia komentarza

Ksiądz dyrektor Łukasz Idem z Wydziału Katechetycznego gdańskiej kurii długo zwlekał ze spotkaniem z nami. Najpierw zgodził się na rozmowę, następnie ją odwołał. - Po konsultacji z przełożonymi odmawiam komentarza w tej sprawie - powiedział reporterowi TOK FM w rozmowie telefonicznej. Komentarza odmówił nam także rzecznik Episkopatu ksiądz Józef Kloch, który odesłał nas... do Gdańska.

Tymczasem okazuje się, że niewiele w tej sprawie może zrobić Ministerstwo Edukacji Narodowej. - Rola Ministerstwa ogranicza się do zapewnienia możliwości nauczania religii w szkołach dla tych osób, które chcą uczyć się religii. Podkreślam to ponieważ oczywiście jest wybór między religią a etyką i to rodzice i uczniowie decydują, w których zajęciach chcą uczestniczyć - mówi rzecznik resortu edukacji Grzegorz Żurawski, który przyznaje, że w tym przypadku najlepszym adresatem skarg jest kurator oświaty, który powinien stać na straży przestrzegania prawa w szkole.

- Jeżeli te relacje, które do mnie dotarły są prawdą można mówić o złamaniu kilu przepisów - szczególnie z zakresu ochrony danych osobowych. Taką sprawą może zainteresować się zarówno Rzecznik Praw Obywatelskich jak i Rzecznik Praw Dziecka. Ewentualna pomoc kuratora oświaty może być tu przydatna - zaznacza Żurawski.

Źródło: TOK FM

Wcześniejsze notki:

A nie mówiłem, że religia w szkołach jest bez sensu?
Ciąg dlaszy wcześniejszej notki :)

3mar/090

Coś czego zupełnie nie rozumiem

Oglądałem dzisiaj (jednym okiem) program "Teraz My" gdzie została zaproszona matka, która od 24 lat opiekuje się synem u którego czynny jest tylko pień mózgu. W studiu byli zaproszeni goście, między innymi poseł Gowin, ksiądz i jakiś jeszcze jeden polityk.

Przeżyłem kilka razy szok, coś czego zupełnie nie rozumiem i nie potrafię pojąć.

Cytat pierwszy:

"Zgadzam się, że każdy z nas ma prawo umrzeć w sposób godny i z zachowaniem szacunku – powiedział ksiądz Kazimierz Sowa. – Ale nigdy nie zgodzę nigdy, by ten moment śmierci wyznaczać – argumentował ks. Sowa"

Otóż nie potrafię wytłumaczyć dlaczego istnieje przekonanie, że osoba u której serce bije a mózg "nie bije" żyje w sposób godny. Tak na prawdę moment śmierci został wyznaczony 24 lata temu, reszta to próba oszukania natury i wg. mnie zachowanie zupełnie nie godne. Ja wiem, że "życie ludzkie jest święte i jest darem od Boga" ale w tym życiu nie ma Boga a więcej darów medycyny.

Tutaj wchodzimy na słowa pana posła Gowina, które mnie dość mocno zszokowały:

Czy możemy powiedzieć, że skoro nie ma świadomości, to jego życie jest mniej wartościowe? – pytał polityk. Oświadczył, że jest pełen szacunku wobec heroizmu Barbary Jackiewicz, ale – według niego – powinna "przyznać prawo innym, by pokochali jej syna". – Są ośrodki, w których może on być pokochany – mówił Gowin. I zapytał: - Czy ktokolwiek może w świetle prawa zabić 40-letniego mężczyznę, którego można przytulić?

I do tej pory nie mogę wyjść z kompletnego szoku. Ten gość chyba oszalał! Co jest wartościowego w wegetacji i cierpieniach chłopaka, który od 24 lat nie żyje? Ach tak, nie można mu skrócić cierpienia bo można go przytulić. Na pewno mu to bardzo pomoże panie Gowin - wstyd i hańba. Ten człowiek, który skompromitował się podczas pisania ustawy in vitro, nosi w swoje głowie znamiona jakiegoś absurdalnego szaleństwa, bezdennej głupoty, mierzenia wszystkich obywateli swoją sztandarową katolicką wiarą i pchania im tej wiary na siłę. Człowiek, który nie potrafi zrozumieć, że oprócz katolików, w tym kraju żyją też ludzie dla których nie jest ważne zdanie episkopatu, biskupów aż do samego papieża razem włącznie.

Zastanawiam się gdzie jest granica tego wszystkiego. Dlaczego do zwierząt mamy więcej empatii i potrafimy skrócić im cierpienie z miłości do nich, a ludzi leżących latami pod respiratorem sztucznie podtrzymujemy by nikt nam niczego nie zarzucił i byśmy mieli spokojne sumienie. Często kosztem cierpienia bliskiej osoby.

Polska to barbarzyński kraj. Gdy słyszę codziennie mądrości wypowiadane przez ludzi którzy mają wpływ na kształt naszego kraju (synergia polityków i kościoła) to jest mi często wstyd, że jestem cząstką tego wszystkiego.

ps: dobrze, że przynajmniej historię mamy dobrą. I mieliśmy wartościowych ludzi, którzy o niej śpiewali:

12lut/090

Wielka Improwizacja

7lut/094

Opera 10 polski słownik – łatwe sprawdzanie pisowni!

Ściągnąłem dzisiaj Opere w wersji 10 (alpha) i jestem bardzo zadowolony - wreszcie wprowadzono do tej przeglądarki moduł Inline spell-check czyli sprawdzanie pisowni na bieżąco.

Opera 10 polski słownik sprawdzanie pisowni

Aby zainstalować polski słownik należy udać się na stronę słowników Open Office a następnie ściągnąć słownik "Spelling" i rozpakować go w folderze profilów (C:\Documents and Settings\TWOJA NAZWA\Application Data\Opera\Opera 10 Preview\profile\dictionaries)

Teraz już tylko wystarczy przełączyć słownik na PL i można cieszyć się Operą z pełnym sprawdzaniem pisowni.

Jest też w sieci bardzo dobre spolszczenie nowej Opery - zajrzyjcie na blog andola.

3lut/090

Irańska satelita, rezolucja 1718 i kłamstwa USA.

Znalazłem dzisiaj na onecie następujący artykuł:

"Omid" już krąży wokół Ziemi - USA są "bardzo zaniepokojone"

Stany Zjednoczone są "bardzo zaniepokojone" umieszczeniem przez Iran na orbicie okołoziemskiej satelity - powiedział rzecznik Departamentu Stanu Robert Wood.
Wystrzelenie satelity "może prowadzić do rozwijania rakiet balistycznych" - podkreślił rzecznik podczas spotkania z prasą. Powtórzył, że rezolucja 1718 Rady Bezpieczeństwa ONZ zakazuje Iranowi wszelkiej działalności związanej z produkcją rakiet.

- Jest to dla nas powód do dużego zaniepokojenia - oświadczył.

Iran ogłosił, że w poniedziałek wieczorem umieścił na orbicie swojego pierwszego satelitę za pomocą własnej rakiety Safir-2. Satelita nazwany "Omid" (Nadzieja) został w całości wyprodukowany w Iranie.

Szef irańskiej dyplomacji Manuszehr Mottaki zapewnił, że "działalność kosmiczna Iranu ma przeznaczenie wyłącznie pokojowe". - Nasz potencjał wojskowy ma na celu obronę - dodał.

źródło

Jako, że dziennikarze onetu jak zwykle nie wiedzą o czym piszą, więc trzeba parę spraw naprostować. Po pierwsze link do artykułu wskazuje kompletną głupotę i brak znajomości tematu ze strony dziennikarzy:

wiadomosci.onet.pl/1909779,12,safir-2_juz_krazy_wokol_ziemi_-_usa_sa_bardzo_zaniepokojone,item.html

Safir to Irańska rakieta nośna, która służy wynoszeniu satelitów na orbitę okołoziemską. Jest to rakieta typu TSTO czyli two-stage-to-orbit - osiągając odpowiednie przyspieszenia, kolejne człony odłączają się spalając w atmosferze.

Iran ogłosił, że w poniedziałek wieczorem umieścił na orbicie swojego pierwszego satelitę za pomocą własnej rakiety Safir-2. Satelita nazwany "Omid" (Nadzieja) został w całości wyprodukowany w Iranie.

Jest to kolejny błąd dziennikarzy, którzy tłumacząc teksty nie zechcą sprawdzić informacji, które zasłyszeli i przetłumaczyli z angielskiego. Omid jest drugą sondą kosmiczną Irany a pierwszą wystrzeloną przez siebie, nie korzystając z pomocy innych krajów.

Sina-1 był pierwszym irańskim satelitą. Został on wystrzelony 28 Października 2005 roku z rosyjskiego kosmodromu przy użyciu rosyjskiej rakiety.

A na końcu ostatnia nieprawidłowość:

Wystrzelenie satelity "może prowadzić do rozwijania rakiet balistycznych" - podkreślił rzecznik podczas spotkania z prasą. Powtórzył, że rezolucja 1718 Rady Bezpieczeństwa ONZ zakazuje Iranowi wszelkiej działalności związanej z produkcją rakiet.

Otóż rezolucja 1718 ani słowem nie wspomina o Iranie i jego rakietach balistycznych. Tytuł rezolucji brzmi:

SECURITY COUNCIL CONDEMNS NUCLEAR TEST BY DEMOCRATIC PEOPLE’S REPUBLIC OF KOREA

Link do niej znajduje się tutaj.

W tej rezolucji, powstałej po teście nuklearnym w Korei Północnej nakładane są sankcje na to państwo. Nie ma w niej zapisu mówiącego o rozwoju Irańskiego programu balistycznego.

Dziwnym też jest, że Stany Zjednoczony nie specjalnie był zatroskane gdy Izrael realizował swój program atomowy, dzięki operacji Plumbat i powołaniu izraelskiej agencji wywiadowczej Lakam służącej ochronie programu budowy bomby jądrowej. Nie jestem też do końca przekonany o funkcji USA jako sumienie świata w sprawach atomowych. To dzięki nim w trakcie drugiej wojny światowej zginęło około 140,000 ludzi w Hiroshimie a 80,000 w Nagasaki. Ludzi, których jedyną winą było złe miejsce zamieszkania oraz urodzenia.

ps: a tutaj start na żywo:

24sty/090

Jak długo trwa miłość?

Naukowcy przyzwyczaili nas do tego, że miłość to nie magiczny i nieodgadniony stan uczucia, ale złożona reakcja chemiczna. Współczesna nauka, z niezwykłą dokładnością, jest nam w stanie wyjaśnić, dlaczego jesteśmy zakochani i dlaczego nie potrwa ono zbyt długo. Czy warto się więc w ogóle angażować?

Biologia z kolei głosi teorię, że po przedłużeniu gatunku nasze uczucia nie są już ani potrzebne, ani istotne - i należy się z tym pogodzić. Ze wszystkich stron słyszymy, że za chwilę czar pryśnie. Mimo to ludzie od lat, wbrew wszelkim sądom scjentystów, zakochują się, wierząc, że to "ten jedyny", że nasze uczucie jest jedyne w swoim rodzaju, a naukowcy na pewno się mylą. Co więcej: po latach twierdzą, że to uczucie wciąż trwa z niesłabnąca siłą. Badacze, nie mogąc poradzić sobie z tym fenomenem, zaczęli bliżej przyglądać się parom z wieloletnim stażem.

Romantycy mają rację

Badania grupy naukowców ze Stony Brook University w Nowym Jorku udowadniają wszystkim zagorzałym racjonalistom, że to, co romantycy od dawna głoszą, jest prawdą. Prawdziwa miłość istnieje i trwa nieustannie. Co więcej, towarzyszy jej niegasnące pożądanie seksualne.

Badano pary z około dwudziestoletnim stażem. Pokazywano im zdjęcia partnera i zapisywano reakcje, zachodzące w mózgu, za pomocą tomografu. Następnie porównywano te wyniki z obrazami tomografu, wykonanymi na parach, które właśnie się w sobie zakochały. Okazało się, że co dziesiąta para z dwudziestoletnim stażem wykazuje te same chemiczne reakcje w mózgu - co pary w początkowej fazie zakochania. Pary te naukowcy nazwali "łabędziami", ponieważ ich "mapy miłości" są do siebie podobne, to znaczy - wiążą się z jednym partnerem na całe życie.

Jak długo może trwać miłość?

Do tej pory uważano, że nasze ciało po pierwszych uniesieniach przyzwyczaja się do partnera, emocje opadają, reakcje chemiczne słabną i miłość przemija. Tam, gdzie kończą się słowa poetów, zaczyna się nasza rzeczywistość. Niektórzy wieszczą, że dzieje się to po 12-15 miesiącach związku, inni mówią, że może trwać od trzech do pięciu lat. Wszyscy są zgodni, że po dziesięciu latach nie ma po miłości śladu.

Wyniki badań naukowców z Nowego Jorku były tym bardziej zaskakujące - nawet dla nich samych. Na początku, kiedy badacze słyszeli od małżonków, że po tylu latach wciąż są w sobie zakochani i szczęśliwi, patrzyli na nich z pobłażaniem. Myśleli, że sami siebie oszukują, wmawiając sobie, że to wciąż miłość. Tymczasem skany z tomografu potwierdzały ich słowa. Badania wykazywały przypływ dopaminy, tak jak to zwykle bywa w pierwszej fazie związku. A wykresy tomografii nie kłamią.

Miłosna gorączka

Początkowy stan zakochania, zawrotów głowy i innych objawów "choroby", jaką jest miłość, niektórzy psychologowie nazywają limerencją. Objawy nasilone są u osób, które właśnie się poznały i są w sobie bardzo zakochane. Partner działa na nich wtedy najsilniej, dzięki czemu odkrywają całą gamę niezwykłych uczuć. Większość z nich jest przyjemna.

Po latach z tęsknotą myślimy o pierwszych miłosnych uniesieniach, tęsknimy za nimi do końca życia. Jeśli nam się poszczęści, możemy te niezwykłe emocje odczuwać jeszcze przez długie lata związku. Naukowcy stwierdzili, że pary z długoletnim stażem wykazują podobne elementy limerencji, co te w pierwszej fazie związku.

Zachowania nieco się zmieniają, ale reakcje w mózgu pozostają takie same. Tych, których łączy wiele lat pożycia małżeńskiego, charakteryzuje przede wszystkim głęboka przyjaźń, spokój, radość z przebywania razem, ale także seksualne ożywienie. Mówiąc krótko - dojrzała miłość. Badani małżonkowie twierdzili, że to naturalne, że nie trzeba niczego robić na siłę, że miłość po prostu jest.

Gdzie rodzi się miłość?

Nowojorscy naukowcy twierdzą, że miłość rodzi się w mózgu, nie - jak głoszą poeci - w sercu. Ale czy jest to istotne dla kogoś, kto jest zakochany? Badacze stwierdzili także, że miłość nie jest zdeterminowana kulturowo. Te same reakcje zachodzą w mózgu kochanków w każdej szerokości geograficznej, a pochodzenie, wychowanie i kultura nie ma na to wpływu. Miłość działa z taką samą siłą na każdego człowieka.

Przepis na miłość

Niepokojące jest tylko to, że wieczna miłość zdarza się co dziesiątej parze. To dość mały odsetek szczęściarzy, którzy doświadczają gorącego uczucia do końca swych dni.

Ci, którzy po kilku latach stracili czar pierwszej miłości, mogą zazdrościć tym, którzy wciąż odczuwają to samo. Niestety na wieczną miłość nie ma recepty ani sposobu. Trzeba ją po prostu spotkać, chociaż naukowcy twierdzą, że większość może się uczyć od mniejszości. Pary "łabędzie" dzielą się swoim doświadczeniem, przeżyciami i unikają stresu, a to możemy spróbować wprowadzić w nasze życie.

autor: Katarzyna Swiba

źródło

24sty/091

Skandal pedofilski we włoskim Kościele

Głuchonieme dzieci przez trzydzieści lat były wykorzystywane seksualnie przez księży w ośrodku wychowawczym w Weronie - piszą włoskie gazety. Koszmar zakończył się w 1984 r., ale część duchownych do dziś pracuje z młodzieżą.

Do molestowania miało dochodzić w pokojach dzieci, w konfesjonałach, pod ołtarzem kościoła Matki Boskiej Płaczącej w Weronie. - W przykościelnej sali, gdzie nas spowiadano, księża masturbowali się, obmacując dziewczynki - relacjonuje jedna z wychowanek. Ktoś inny (chłopiec) wspomina sceny pod prysznicem, gdzie trzech księży molestowało trzech chłopców. Dzieci nie skarżyły się obcym także dlatego, że głuchoniemym trudniej porozumieć się z otoczeniem, a kiedy dorosły - milczały ze wstydu i strachu.

Ofiary księży z Werony zdobyły się na odwagę dopiero w 2007 r. i od tamtej pory bezskutecznie domagają się odsunięcia pedofilów od pracy duszpasterskiej. Przełożony księży przekonuje dziennikarzy, że nie orientuje się w zarzutach. Także miejscowy biskup Giuseppe Zenti, do którego pierwszy list ze skargą na dawnych wychowawców dotarł w listopadzie 2008 r., uchyla się od odpowiedzialności. Tłumaczy, że zgromadzenie prowadzące ośrodek jest autonomiczne wobec diecezji. - Jeśli te fakty znajdą potwierdzenie, to byłaby to rozdzierająca rana dla naszej wspólnoty - powiedział przed kilkoma dniami dziennikarzom "L'Espresso".

- Nie chcemy dla nich kar więzienia. Nie pragniemy odszkodowań. Chcemy, aby już nikomu nie zaszkodzili - tłumaczą dawne ofiary Istituto Antonio Provolo, który przez blisko sto lat był chlubą włoskiego Kościoła, bo w całej Europie uznawano go za wzorcowy ośrodek wychowawczy przygotowujący głuchonieme dzieci do pracy zawodowej i samodzielnego życia poza zakładem zamkniętym. Dlaczego jego dorośli wychowankowie dopiero teraz postanowili opowiedzieć koszmar z dzieciństwa? - Zachęcił nas Benedykt XVI, który w Nowym Jorku i Sydney spotkał się z ofiarami księży pedofilów. I obiecał, że Kościół zrobi wszystko, by nikt już nie został skrzywdzony - tłumaczą dziennikarzom włoskiego tygodnika "L'Espresso".

Zeznania, pod którymi podpisało się ponad 60 kobiet i mężczyzn, obciążają 25 księży wykorzystujących wychowanków internatu od lat 50. do 1984 r. Kilka dorosłych ofiar, które dziś potrafią mówić dzięki nowoczesnym metodom ośrodka Istituto Antonio Provolo, nagrało swe świadectwa na wideo i zgodziło się na ich zamieszczenie na stronie internetowej "L'Espresso". - Ogłuchłem w wieku ośmiu lat. Do ośrodka trafiłem w wielu dziewięciu lat i trzy miesiące później stałem się obiektem seksualnego zainteresowania. Kolejni księża i bracia zmuszali mnie do wszelkiego rodzaju stosunków aż do 15. roku życia, kiedy opuściłem ośrodek - opowiada Bruno [nazwiska wychowanków zostały utajnione]. Podaje dziennikarzom 16 nazwisk kapłanów, wśród których jest podobno powszechnie znany w Weronie prałat.

- Kiedy wreszcie w 2006 r. poszliśmy do przełożonego ośrodka ojca Danila Corradiego, ten padł na kolana i 12 razy błagał o wybaczenie - opowiadają. Kiedy jednak wbrew ich nadziejom i deklaracjom Watykanu nie nastąpiły żadne działania, postanowili zwrócić się do prasy. Choć w ośrodku już od kilku lat nie ma internatu, to tamtejsi księża ze Zgromadzenia św. Marii na rzecz Wychowania Głuchoniemych wciąż prowadzą zajęcia dla dojeżdżającej młodzieży. Z ośrodkiem nadal jest związanych mniej więcej dziesięciu księży oskarżanych o molestowanie (pozostali zmarli).

Po głośnych skandalach pedofilskich w amerykańskim Kościele Watykan wydał zalecenia, aby w przypadku podobnych oskarżeń - przy zachowaniu domniemania niewinności - odsuwać księży od pracy z dziećmi już w czasie śledztwa kościelnego. Zarzuty wychowanków ośrodka w Weronie mogą świadczyć o tym, że lokalny Kościół zlekceważył te wskazówki. Oskarżeń nie może sprawdzić prokuratura i państwowe sądy, bo w świetle prawa już się przedawniły.

źródło

Tagged as: religia, wiara 1 Komentarz
Page 5 of 19« First...3456710...Last »