Anduk blog Żarty się skończyły!

30sie/090

Rock Out czyli relacja z HunterFest 2009 (Tarja, Motorhead, Vader, Acid Drinkers)

Hear the music coming, loud as you can stand
You’ll never be the same again
Let the beat into you, let it turn you ’round
Let it be your best friend

You are the future, it’s your time
You and you and you
Stay together, this is yours and mine
What we’re gonna do

Że HunterFest (zwany też HujFestem :D ) 2009 w 66% okazał się kaszaną to wszyscy już chyba wiedzą. Jako, że my wybieraliśmy się z U. na ostatni trzeci dzień mogliśmy czytać w internecie przerażające opinie o odwołanych koncertach, tragicznym zapleczu i maksymalnym wkurwie ludzi na organizatora przez pierwsze dwa dni. Zaczęliśmy się nawet zastanawiać czy 300zł wydane na nasze bilety nie będzie kasą straconą bezpowrotnie.

W takich trochę minorowych nastrojach przyjechaliśmy około 14 na lotnisko w Szymanach pod Szczytnem. Lotnisko sławne głównie z tego, że lądowały na nim samoloty CIA z Talibami, wiezionymi później to ekstremalnie tajnego i chronionego ośrodek kształcenia kadr wywiadu w Starych Kiejkutach niedaleko Szczytna.

Tak czy siak teren lotniska jest arcy potężny - myślę, że dorównuje wielkością krakowskim błoniom. Jako, że słońce prażyło niemiłosiernie, a my staliśmy na pasie dojazdowym więc atmosfera była bardzo piknikowa - z różnych aut dobiegały mocne brzmienia, część ludzi rozpoczęła opalanie/spożywanie ;)

Wrodzone męskie lenistwo spowodowało, że na stronę chodziłem w las kilka metrów od parkingu. Jak się później okazało było to najczystsza miejscówka i najbardziej miła - toi-toi były przepełnione, że prawie wylewało się na podłogę ;)

Tarja na której koncert przyjechaliśmy miała wg. planu grać około godziny 18.30. Pół godziny wcześniej dostaliśmy się na teren festiwalu i po sprawdzeniu plecaków przyszliśmy pod główną scenę. Kilkaset metrów dalej stała mała scena “rock-metal-shop” gdzie grały młode talenty. Jako, że atmosfera była trochę gęsta więc co chwila w stronę młodych bez talentów leciały obelgi :D

Minęło pół godziny a główna scena nadal wygaszona i wyciemniona. Jak się później okazało stało się tak, za sprawą kolejnej wpadki organizatora - dopiero po godzinie 18 agregaty tankowały się na stacji cpn w Szczytnie.

Około 19.30 na scenę wyszedł Vader i Peter przywitał nas słowami “Fajnie, że tu dalej jesteście mimo tej kaszany”… Potem dali maksymalna siekę po uszach, że po 45 minutach moje bębenki miało szczerze dość ;)

Po ich koncercie godzinę później wystąpiła Tarja z zespołem. Dała absolutnie genialny i niesamowity występ, łącząc stare kawałki z Nightwish z jej autorskimi nowymi. Staliśmy kompletnie urzeczeni i nawet nie przeszkadzał nam padający deszcz. O tym, że koncert był absolutnie mistyczny świadczy fakt, że facet stojący obok mnie tak się zasłuchał, że zaczął klaskać zapominając, że trzyma w ręce kubek z piwem :D

Po jej koncercie na małej scenie wystąpił Acid Drinkers co imho jest dość dużą kpiną, żeby zespół z taką tradycją upychać na scenę dla młodych talentów.

Po posileniu się i napiciu doczekaliśmy się wreszcie koncertu Motorhead. Świetne rozpoczęcie koncertu kawałkiem Iron Fist zwaliło mnie z nóg. Potem był jeszcze fajniejszy kawałek “Rock out” i kilka minut później stwierdziliśmy z U. że zobaczyliśmy Lemmiego, jesteśmy przemoczeni, zaraz wszyscy ruszą autami i będzie kicha. Zwinęliśmy się i idąc przez ciemne lotnisko (było już koło północy) odprowadzała nas grana chyba najbardziej znana piosenka Motorhead “Ace of Spades” :)

W świetnych humorach i z bagażem przeżyć przejechaliśmy w nocy całą Polskę by nad ranem dojechać do domu. Przy okazji udało mi się nie rozjechać 3 sarenek które stały na drodze w lesie ;)

W następnym odcinku opisze Szczecin Rock Festival na którym byliśmy razem miesiąc wcześniej :)

Zakres tematyczny: Blog Dodaj komentarz
Komentarze (0) Trackbacks (0)

Brak komentarzy.


Dodaj komentarz


Brak trackbacków.