Mój post z forum warty przeklejenia
Myślę, że temat najlepiej określa istotę naszej rozmowy. Wszystko opiera się na stwierdzeniu "wierzę" albo "nie wierzę". To coś tak fundamentalnego jak w elektronice cyfrowej stan 0 lub 1. Wszystko od tego się zaczyna, rozrasta i rozwija. I w wierze w duchy czy też zjawiska nadprzyrodzone czy też w nie wierzeniu w takie rzeczy dochodzimy do próby stworzenia własnego modelu naszego świata. Im bardziej szczegółowo wchodzimy w budowę tego modelu tym nauka staje się coraz bardziej bezużyteczna i wracamy znowu do naszych przekonań - "wierzę" lub "nie wierzę" w pewne sprawy.
Nauka nie potrafi odpowiedzieć na pytanie czy nasz wszechświat to wszechświat czy może raczej wieloświat. Nie jest do końca pewne czy paradoks Olbersa został rozwiązany a sformułował on go na przełomie XVIII i XIX wieku. W naszych badaniach i wierze w moc nauki dochodzimy do faktu, że paradoksalnie nasza nauka nie jest specjalnie ani lepsza ani bardziej wiarygodna od wiary babci mieszkającej na zabitej wsi i co wieczór wystawiająca przed chałupom "diabłom" rzepę z masłem na talerzyku.
Często karmiąc ryby, które posiadam (głupiki a jakże!
) myślę nad tym, że dla nich moje akwarium nie dość, że jest olbrzymie to jest całym światem. One również nie potrafią sobie wytłumaczyć praw rządzących ich (moim?) akwarium np. dlaczego jedzenie pojawia się czasem o 7 rano, a czasem o 16 wieczór jak ich pan (Bóg?) zaśpi, zapomni lub zapije 
Co jeśli przez analogię z nami jest tak samo?

