Bobrom się gorzej powodzi
Wielka fala w niektórych miejscach Polski jeszcze nie zdążyła opaść a znaleziono już winnego powodzi!
Gazeta wyborcza pisze dzisiaj na swoich stronach:
W kujawsko-pomorskiem trwa odstrzał redukcyjny bobrów. Potrwa do końca czerwca. Nie wiadomo, ile bobrów uda się wybić myśliwym. - Bóbr jest bardzo trudnym zwierzęciem do upolowania. Nie zakładam, że ten odstrzał będzie bardzo duży - tłumaczy regionalny konserwator przyrody. - Istnieje możliwość, że wybicie zwierząt nic nie da - sugeruje Machnikowski.
[...]
Odstrzał bobrów jest nielimitowany. Z decyzji cieszą się myśliwi. - Nie ma rowu, na którym by nie było bobrów. My jako myśliwi uważamy, że stan bobra w Polsce jest za duża - wyjaśnia pan Marek. - Robią olbrzymie szkody, nie tylko w wałach, także w rowach melioracyjnych, zatykają je. W związku z tym zalewane są łąki w dużych ilościach i z tego tytułu rolnicy mają też duże straty - dodaje myśliwy.
Zwierzęta przeszkadzały też w czasie pracy strażaków na wałach przeciwpowodziowych. - Dochodziło do takich sytuacji, że te wydawałoby się bardzo płoche zwierzęta atakowały strażaków, którzy zatykali dziurę w wale - relacjonuje wicewojewoda kujawsko-pomorski Dariusz Kurzawa.
Że myśliwi cieszą się z nielimitowanej (!) możliwości postrzelania do zwierząt nie jest do dla mnie szokujące. W większości przypadków są to osoby albo niezrównoważone emocjonalnie albo z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Jak można inaczej określić fakt, że z mordowania innych, często słabszych i bezbronnych osobników robi się hobby, ba, nawet sprawia to tym osobom przyjemność!
A, że często myśliwy to rolnik (który ponosi 'duże straty') to już wiemy kto jest chętny do strzelania do Bogu ducha winnego bobra. Mordowanie jako element zemsty było już sygnalizowane w innym artykule:
Skargi na działalność bobrów rosną lawinowo, w 2003 roku bobry zniszczyły użytki zielone, drzewostan i uprawy rolne na kwotę ponad 150 tys. zł. Od kilku już lat w demografię bobrów usiłuje się ingerować, odławiając po kilka sztuk z terenów, gdzie są najbardziej aktywne i eksportuje do innego miejsca mniej zasobnego w ten gatunek.
[...]
Tradycyjne modele gospodarowania łowieckiego nie są odpowiednie dla bobrów. Zabicie jednego osobnika nie zmniejsza aktywności pozostałych. Strzał do bobra jest trudny - istnieje niebezpieczeństwo rykoszetów od powierzchni wody. Wprowadzenie pułapek, nie do zaakceptowania przez myśliwych, jest niebezpieczne dla innych zwierząt. Z dokonanych obserwacji wiemy, że poszczególne osobniki w rodzinie bobrów są powiązane bardzo silnymi więziami socjalnymi, odstrzał jednego lub obydwu rodziców bardzo często powoduje zaburzenia w bobrzej społeczności oraz wymuszone migracje bobrów, które mogą kolonizować tereny użytkowane przez człowieka i wchodzić w konflikty.
[...]
Okazuje się, że wśród bobrów w miarę zwiększania się zagęszczenia, pojawiają się mechanizmy pozwalające na utrzymywanie populacji na optymalnym poziomie. Gdy brakuje nowych terytoriów do kolonizacji, znacznie zmniejsza się liczba urodzin a dojrzałe do rozrodu bobry pozostają z rodzicami i młodszym rodzeństwem przez następne lata. Obserwuje się np. całkowite powstrzymywanie się od rozrodu w przypadku słabego zaopatrzenia w pożywienie lub w warunkach silnego stresu.
Antoni Łanczkowski strażnik bobrowy z Wiżajn ze swoją ekipą przemierzył już całą Polskę. Jest przekonany, że dla bobrów w kraju jest jeszcze wiele miejsca - wiele nie zasiedlonych jeszcze miejsc. I nie myli się zważywszy, że tylko w naszej gminie żyje ich wg. pobieżnych szacunków ok. 80 sztuk.
Jednocześnie zwraca uwagę na nie docenianą zdolność bobrów do zwiększania poziomu wód gruntowych a co za tym idzie stwarzania warunków dla bioróżnorodności. W Polsce dzięki ich działalności ponad 23 000 ha lasów stało się bardziej atrakcyjne dla innych zwierząt i roślin.
Na forum lasy polskie znalazłem ciekawą wypowiedź:
No więc tak:
popytałem trochę mojego bieszCZADOWEGO kolegę - leśnika z ponad 40-letnią praktyką. Akurat dobrze trafiłem, bo jest nadzorcą tego gryzonia, oczywiście otrzymanego w ramach akcji przesiedleńczej bobrów ok. 8 lat temu.
Przesiedlone zwierzątka umieszczono w rezerwacie znajdującym się w obszarze jego leśnictwa.
Jest generalnie z nich zadowolony. Siedzą sobie na swoim miejscu, ( te bobry !) robią co chcą, czasem powalą jakieś drzewko, ale - nie ma sprawy, jesteśmy przecież w rezerwacie!
Liczebność w normie - prawdopodobnie regulowana przez stado.
Jego zdaniem nastąpiła poprawa w "wodostanie" leśnictwa. Zwierzaki utworzyły trzy oczka wodne, w których rozwinęło się nowe życie....
Czasem zimą któreś wylezie z żeremia, poobgryza trochę kory...
Początki były trudne. Bał się że może jakieś stworzenie sobie ruszyć " w siną dal" więc latał koło nich, pilnował....
Ale nic się nie stało.Ogólnie chwali sobie te zwierzaczki, a już na pewno nie ma zamiaru ganiać koło nich ze strzelbą i nikomu też by na to nie pozwolił....Gorzej jest w dolinie Sanu - tam już nie ma rezerwatu, są natomiast rolnicy.
Raczej niezbyt przychylnie nastawieni do bobrów. Tak już pojawiają się szkody, są więc konflikty, walka o odszkodowania ( płaci wojewoda )Tak więc mamy już jedną opinię osoby bezpośrednio zainteresowanej, mającej codzienny prawie kontakt z tymi gryzoniami.
Co napiszą inni leśnicy, którzy mają na swoim terenie bobry?
Prawdopodobnie będą to uwagi przychylne dla tych futrzaków; zdecydowanie negatywnie mogą być do nich nastawieni jedynie rolnicy, chociaż i tu i tam możliwe są wyjątki...
Okazuje się, że można inaczej i bardziej cywilizowanie. Z drugiej zaś strony wymagać od myśliwych mądrości, empatii czy też odrobiny naukowego podejścia to jak wymagać od małpy udzielania się na forum dyskusyjnym. Choć patrząc na nasze bliskie pokrewieństwo gatunkowe, byłoby to bardziej prawdopodobne niż przepuszczenie przez myśliwych okazji do nielimitowanego postrzelania do niewinnych zwierząt.

